Jak to Jarrez instalował Project Server

Uwaga, będę narzekał.

Wczoraj miałem przyjemność zetrzeć się z programami instalacyjnymi do Microsoft Project Server 2003 oraz 2007. O ile w najprostszej konfiguracji jednoserwerowej wersja 2007 rzeczonego serwera jest stosunkowo bezobsługowa, o tyle instalacja wersji 2003 w połączeniu z serwerem SQL 2005 to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Zastanawiające jest, dlaczego w ogóle producent zezwala na tego typu szpagaty (Project 2003 + SQL 2005) skoro nakład pracy jest wielki, tak samo wielki jest poziom frustracji, a efekty mizerne.

Zacznijmy od tego, że instalator wersji 2003 sam nie daje sobie rady z SQL 2005 i wyświetla jedynie message box?a mówiącego o tym, że wystąpił fatal error oraz pokazującego kawałek dosyć skomplikowanego zapytania SQL?owego. Po kliknięciu OK instalator dochodzi do wniosku, że dalej pracować nie może i kończy swą działalność. Z zapytania SQL?owego niewiele da się wywnioskować, z komunikatu ?fatal terror? ? również.

Po małej dozie googlowania znalazłem artykuł polecający ręczne utworzenie bazy danych, a następnie uruchomienie skryptów dostarczonych wraz z programem instalacyjnym. Jak przeczytałem, tak uczyniłem. I co zobaczyłem? Obrazki żywcem wzięte z laborki na 3 roku albo z działalności artystycznej Wachowski brothers.

1.jpg

3.jpg

5.jpg

Nie, to nie jest również, ani nowe wcielenie Tetrisa, ani zapis chat?a z pozaziemską cywilizacją, to jest znak życia programu instalacyjnego renomowanej firmy softwarowej?

Muszę przyznać, że dużo dalej nie zabrnąłem. Potknąłem się jeszcze o kilka kłód i dałem spokój. Włączyłem instalatora wersji 2007 ? ale nie w wersji jednoserwerowej tylko jak to na poważną firmę przystało w farmie serwerów.

Sama instalacja prosta. Uruchomiłem, pokazałem gdzie mieszka mój serwer Windows SharePoint Services, kliknąłem parę razy na Next potem na OK i już, i koniec. I co? No i zacząłem szukać, gdzież się ten serwer zainstalował. Szukałem, szukałem ? i nie znalazłem. No dobra, nie mogę go znaleźć ja, pomyślałem sobie, to znajdzie go może jego własny program kliencki tzn. Office Project 2007 Professional. I tu znowu musiałem się rozczarować. Po godzinie bezowocnej walki, konfiguracji w tę i z powrotem, cierpiąc na brak helpa, deficyt cierpliwości oraz chęci, jak również mając poczucie nieuchronnie umykającego czasu, znowu zacząłem googlować.

I znowu znalazłem instrukcję instalacji, której na próżno szukałem, bądź nie potrafiłem znaleźć na DVD z programem instalacyjnym. Otworzyłem, popatrzyłem i zdębiałem: bite 145 stron tekstu w Wordzie o tym jak zainstalować program! Przeczytałem/przejrzałem, zrobiłem jak kazali, wypiłem 2 kawy, zjadłem 3 banany i się w końcu udało! Hurrrrrra! To nic, że już noc zapadła i kury poszły spać. Dzień uwieńczony został sukcesem. Opłaciło się wytrwać, być dociekliwym i upartym. Przeć do przodu i nie poddawać się. W końcu wiara góry przenosi, a ciężka praca popłaca.

Pytanie tylko czy nie szkoda czasu i nafty na instalowanie czegoś, co powinno życie ułatwiać a nie utrudniać. Ale tak jak pisałem na początku ? w zamyśle chciałem ponarzekać trochę.

I niech nikt nie pisze, że instalacja CodeTwo Public Folders jest trudna, bo są na tym świecie rzeczy, o których się nawet programistom nie śniło.

 

Pomocne materiały przy instalacji Project Server: Downloadable books for Office Project Server 2007.

3 thoughts on “Jak to Jarrez instalował Project Server


  1. jedyny mądry dział w microsoft to marketing :)

    chciałem tylko pozwolić sobie błyskotliwą uwagę: otóż nie wszystkie kury idą spać, kiedy noc ciemna & tajemna zapada!

  2. Wg mnie to było obliczanie liczby pi do 9284516509127684 miejsca po przecinku, albo channeling…

  3. ewidentny chanelling wykorzystujący kwantową wiązkę nadświetlną :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*

*